Mięso, w którym niewiele mięsa

Dobrej jakości wędlina powinna być wykonana w stu procentach z mięsa. Tymczasem w rzeczywistości możemy takiej wręcz ze świecą szukać, a i tak jest duże prawdopodobieństwo, że w większości sklepów nie znajdziemy produktu spełniającego nasze oczekiwania. Niestety, sprzedawcy najczęściej oferują nam produkty mięsopodobne.

Niemal powszechną praktyką wśród producentów wędlin jest uzyskiwanie z kilograma mięsa półtora czy dwóch kilogramów szynki gotowej do sprzedaży. Cudowne rozmnożenie? Nic z tych rzeczy. Mięso jest szprycowane wieloma substancjami, które mają za zadanie zwiększyć objętość i wagę produktu, zadbać o jego apetyczny kolor czy aromatyczny zapach, a także sprawić, by miało dłuższy termin przydatności do spożycia. Tego rodzaju praktyki stosowane są zarówno przy wytwarzaniu wędlin, jak i przygotowywaniu do sprzedaży porcji mięsa. Wieprzowina czy drób, szczególnie w sklepach wielkopowierzchniowych, są odpowiednio przygotowywane, by wyglądały jak najapetyczniej i zachęcały do zakupu.

Pakowanie chemii w mięso nie jest zabronione

Każdy z nas, jako świadomy konsument, powinien dokładnie czytać etykiety produktów w poszukiwaniu chemii i konserwantów. Dlaczego? Bo proces faszerowania mięsa jest w stu procentach legalny. Nie ma żadnych uregulowań prawnych, które zakazywałyby producentom takich praktyk. Niewielkie, tradycyjnie produkujące zakłady, z tony mięsa wytwarzają 700 kg wędlin, natomiast wielkie zakłady mięsne wytwarzają z jednej tony aż dwie tony gotowych produktów wędliniarskich. Dla nich to czysty zysk, a dla naszego zdrowia zysk żaden. Jedynym obowiązkiem producentów jest umieszczanie informacji o składzie wędliny na opakowaniu. A że jest to w połowie woda, chemia, konserwanty czy polepszacze smaku – tego nikt nie reguluje i nie kontroluje. Warto zauważyć, że takie wędliny są też sztucznie wędzone – nie w dymie wędzarniczym w wędzarni, tylko w specjalnym płynie, który ma nadać produktom wędzony smak. Sztuczne wędzenie pakuje do takich wędlin jeszcze więcej chemii. Wielu konsumentów chętnie kupuje wędzoną szynkę czy kiełbasę, nie mając świadomości, że wędliny te dymu prawdziwej, tradycyjnej wędzarni nie uświadczyły.